Na Whisky Live Warsaw wracam po kilku latach nieobecności. Dla mnie to pierwszy raz w nowej lokalizacji. Całkiem przestronnie. Fajnie, że można wyjść na trybuny, niefajnie, że śmierdzi cygarami. Podział na dwa piętra, a w zasadzie piętro główne i piętro z trzema stanowiskami, wprowadza trochę chaosu. Ale do rzeczy – czy była dobra whisky?
Adelphi / Ardnamurchan
Pierwszym stoiskiem, na którym zawitałem, był niezależny bottler Adelphi wraz ze swoją destylarnią Ardnamurchan. Wyszło całkiem nieźle, gdyż zachęcono mnie do spróbowania kilku rzeczy przed wyceną. Dawno straciłem rachubę w Ardnamurchanach, nie wspominając już o single caskach. Spróbowałem tylko nowej edycji po Tokaju i przeszedłem do dwóch dobrze wyglądających Adelphi – 25-letniej Ben Nevis (dobra, ale za czysta i mało charakteru destylarni) i 32-letniej Longmorn, która zachwyciła mnie finiszem i ostatecznie została najlepszą butelką, jaką próbowałem.



Bladnoch
Przez ścianę znajdowała się nowa destylarnia w ofercie Tudor House, czyli Bladnoch. Jako że torfowej Alinty próbowałem na festiwalu w Sopocie, to poczęstowano mnie bardzo smacznym torfowym new makiem. W planach było również spróbowanie edycji 19-letniej Bladnoch z beczek po PX, ale zginęła ona w chaosie drugiego dnia.

Bimber / Dunphail
Szybka rundka w poszukiwaniu rzeczy, które mogą szybko zniknąć, zaprowadziła mnie na stanowisko polsko-londyńskiej destylarni Bimber oraz siostrzanej, już polsko-szkockiej, Dunphail.
Bimber oferował najnowsze i nadchodzące wypusty. Do mojego kieliszka trafiła jeszcze niezapowiedziana pierwsza edycja 10-letnia. I nie zawiodła. Z Dunphail można spróbować torfowego oraz nietorfowego new make’u oraz próbki beczki prawie-whisky.

Brave New Spirits / Tomintoul / Tomatin
Stoisko wspólnego dystrybutora mającego w ofercie bottlera Brave New Spirits oraz destylarnie Tomintoul i Tomatin oraz kilka innych marek alkoholowych. Obie destylarnie na T to taka trochę trzecia liga, ale udało się spróbować już znośnej edycji single cask oraz distillery exclusive. Brave New Spirits to z kolei zalew ciekawy pozycji. Od szalonej Caol Ili (nuty spalonej płyty OSB), przez młodego Clynelisha, po ciekawego graina od Invergordon. Co prawda na stoisku Docent Procent, ale jednak ze stajni BNS, spróbowałem ciekawego blended malta pochodzącego z beczki po sherry należącej niegdyś do samego Silvano Samaroliego. Trzon tego blendu stanowiły Macallan i Laphroaig.




Thompson Bros
Stoisko Thompson Bros to niestety lekkie rozczarowanie. Bracia się nie pojawili, butelki Dornoch się nie pojawiły. Dobrze, że wybrałem się na masterclass, ale o tym w oddzielnym wpisie.
Spróbować można było zaledwie 6 whisky z najnowszego rozlewu Mystery Malt. Do kieliszka trafiła 25-letnia Ardmore, która dalej nie dała rady przekonać mnie do tej destylarni, oraz 8-letnia Isle of Harris. Był to mój pierwszy kontakt z tą destylarnią, a whisky zrobiła na mnie pozytywne wrażenie.
Torabhaig
Miłym zaskoczeniem była obecność dystrybutora destylarni Torabhaig. Co prawda nie było dwóch najnowszych butelek The Distillers’ Series, jednak w końcu spróbowałem nowej podstawki Taigh oraz przyjemnej Sound of Sleat oraz trzeciego wydania The Legacy Series – Cnoc Na Moine. Porcje były godne, więc część wróciła ze mną w samplach.



Glenfiddich
Zbyt długo zwlekałem z zakupem biletu na degustację Glenfiddich zawierającą próbki z beczek oraz przedpremierową 28-letnią edycję Aston Martin. Na szczęście po rozmowie z ambasadorem Alexem udało mi się uzyskać sample z beczek. W międzyczasie spróbowałem Glenfiddich 12-letniej, ale finiszowanej w beczkach Amontillado.




Ardbeg / Glenmorangie
Łączone stoisko MHLV to okazja do nadrobienia zaległości od Ardbega (niestety najnowszej 15-letniej whisky nie było, ale w końcu spróbowałem Dolce i Eureka!) oraz spróbowania ciekawostek od Glenmorangie. W Sopocie sobie odpuściłem, ale tym razem do kieliszka trafiła nowa edycja we współpracy z Harrisonem Fordem.


Tudor House
Stanowisko organizatora, czyli Tudor House. Mnóstwo podstawek, kilka Glenfarclas Family Cask, a dla mnie okazja do nadrobienia zaległości w bottlingach Jarka Bussa. Na australijskie nowości typu Callington Mill czy Hellyers Road niestety zabrakło czasu. Na szczęście starczyło czasu na Springbanka z kolekcji Rafała.




Pozostałe
Swoją strefę High Proof miało też BestOfWhisky. Mnóstwo ciekawych i starych butelek, wśród nich niejedna Port Ellen, Cadenheady w czarnych, pękatych butelkach, mnóstwo whisky z poprzedniego wieku z włoskiego importu. Było tak dobrze, że zostawiłem to sobie na koniec. I w końcu nic nie spróbowałem.
Stoisko Pernod Ricard na żadnym festiwalu się nie wyróżnia, no może poza rozmiarem. Ale zawsze znajduję u nich jakieś ciekawe butelki. Co prawda nic z destylarni Glenlivet czy Aberlour nie wpadło mi w oko, ale torfowy, 27-letni Caperdonich już tak. W końcu też spróbowałem Midleton Very Rare. Poza tym dostępnych było kilka ciekawych Glen Keith.


Polski akcent, poza różnymi okowitami, nalewkami i wódkami, które absolutnie mnie nie interesują, to destylarnia Millside. Działa już od jakiegoś czasu, a spróbować mogliśmy sampli z kilku beczek. Ja wybrałem 18-miesięczną, torfową jeszcze-nie-whisky z beczki po bourbonie Koval.
Stoiko Macallan to w zasadzie zawsze to samo, a tym razem nawet biedniej. Przyjemna za to była 12-letnia whisky w mocy 110 Proof, której nie zdążyłem spróbować w Sopocie.
Bruichladdich oczywiście był i to z kilkoma nowościami. Pozytywnym zaskoczeniem okazała się jubileuszowa edycja 14-letniej Yellow Submarine. Miło było też spróbować wersji 30YO.




Wiadomo, że na festiwal nie idzie się z pustym plecakiem i w kuluarach spróbować można ciekawych rzeczy. W ten sposób w kieliszku wylądował pyszny Springbank Cage, czy własny bottling Roberta Sobkowiaka, czyli 15-letnia Glen Garioch. Zaskoczenie na plus to 12-letnia Miltonduff z lat 80., w końcu spróbowałem też Port Charlotte, którą powinienem dalej mieć gdzieś z tyłu szafy.




Degustacje
Degustacji, zwanych szumnie masterclassami, było kilka. Ogólnie wyglądały raczej ciekawie, chociaż trafiły się też takie odgrzewane z poprzednich festiwali. Szkoda, że nie zostały ogłoszone na raz, co utrudniło planowanie. Wspomniana degustacja Glenfiddich niestety mnie ominęła, ale załapałem się na sesję dla prawdziwych geeków destylarni Dornoch i ciekawostkę z Japonii, czyli Saburomaru.
Podsumowanie
Festiwal wypadł bardzo dobrze: dużo znajomych, dobra i ciekawa whisky i, jak zawsze, za mało czasu.
Nie dało się jednak nie zauważyć brakujących stałych punktów programu. Brakowało stoiska The Taste of Whisky, co można jeszcze zrozumieć. Jednak zawirowania na rynku dotykają również (a może głównie?) największych graczy. I w Sopocie, i w Warszawie nie pojawiło się Diageo. Niestety restrukturyzacja i zwolnienia grupowe, zakończyły promocje whisky przez polskich ambasadorów. Mam nadzieję, że spotkamy się niedługo w lepszych okolicznociach.