Po dwóch świetnych Tobermory nadeszła pora na to, co lubię najbardziej, czyli torf. Przed nami kolejne dwie whisky, już spod znaku Ledaig.

O samej whisky
Pierwszy Ledaig to whisky destylowana w 2007 roku w wieku 19 lat. Ostatnie 12 lat maturacji spędziła w beczce po sherry Pedro Ximenez numer 3. Moc w momencie degustacji wyniosła 53.6%.

Kolor: złoty
Zapach: słodki torf, keks, mineralny, umami, salami, lekko grzybowy, czerwone owoce, smar, karmel
Smak: cierpki dąb, cierpka żurawina, stara skóra, pestki wiśni, ziemisty, słodki torf, wędzony
Finisz: spalone drewno, słona wędzonka, mentol, gorzkie zioła, ciemna herbata
Od początku czuć, że będzie dobrze. Intensywnie aż do przesady (umami, grzyby), owocowo (keks), mięsnie (umami, salami) i brudno (smar). Do tego bardzo mineralnie. Wszystko to co tak podobało mi się przy pierwszym kontakcie z Ledaigiem 18YO, czyli śliwka w boczku, tylko więcej i mocniej. W smaku mniej tłusto niż bym się spodziewał, za to kwaśniej i bardziej cierpko. Dalej sporo brudu, aż idzie to w stronę Longrowów po sherry. Na finiszu więcej dymu i sporo gorzkich ziół oraz ciemnej herbaty.
Genialna whisky, która przypomina mi, że warto próbować Ledaigi.
