Recenzja: Tobermory 2006 Manzanilla Butt #285 Handfill

Tobermory 2006 Manzanilla Cask #285 Handfill Warehouse Tasting

Tegoroczne wyprawy do Szkocji stały pod znakiem odwiedzania nowych miejsc i destylarni. W ten sposób w końcu udało mi się dotrzeć na wyspę Mull do destylarni Tobermory. Poprzednim razem zostałem uwięziony na Islay przez awarię promu, także teraz Mull zostało centralnym punktem wyjazdu.

Sama destylarnia nie ma w ofercie aktualnie zbyt wielu opcji zwiedzania – dostępne jest klasycznie zwiedzanie produkcji oraz degustacji w magazynie. Wydarzenie szumnie nazwane Warehouse 1 Tasting odbywa się w magazynie o powierzchni nieprzekraczającej 100m², gdzie znajduje się 6 beczek z whisky. Dzieje się tak, gdyż cały new make Tobermory jedzie prosto do centralnej Szkocji, dopiero to gdzie rozlewany jest do beczek. Celem degustacji, odpowiednie beczki transportowane są z powrotem do destylarni. Tyle jeśli chodzi o romantyzm w przemyśle whisky. Abstrahując od nazewnictwa i otoczki, serwowane whisky bronią się, przynajmniej na papierze. Wszystkie pełnoletnie i dostępne do kupienia na miejscu. Tradycyjnie zaczynami nietorfowo – nie pierwszy ogień 20-letnia Tobermory.

Tobermory Warehouse 1 Tasting

O samej whisky

Whisky wydestylowana w 2006 roku dojrzewała przez 20 lat w beczce numer 285 po sherry Manzanilla. Po tym czasie jej moc wyniosła 55.3%.

Tobermory 2006 Manzanilla Cask #285 Handfill Warehouse Tasting

Kolor: ciemnozłoty
Zapach: przyjemna siarka, palona guma, crème brûlée, plastelina, mentol, gotowane warzywa, ser żółty, mleczna czekolada
Smak: czerwone owoce, pikantny dąb, chemiczny, gotowane warzywa, cierpki dąb, proch strzelniczy
Finisz: spalona guma, nieprzyjemna siarka, gotowane warzywa, gorzka czekolada, cierpki dąb

Na nosie siarka, ale w przyjemnym wydaniu, i palona guma przypominająe niektóre Kilkerrany. Poza tym crème brûlée i mleczna czekolada. Poziom brudu podbijają plastelina i gotowane warzywa. Ciekawa nutka sera żółtego. Na języku zaskakująco płasko mimo stosunkowo wysokiej mocy. W smaku dosyć chemiczne i dosyć nierówno. Są zarówno klasyczne nuty beczki po sherry, przyjenmny brud w postaci prochu strzelniczego, jak nielubiany aromat gotowanych warzyw. Finisz dla fanów gatunku, gdyż gotowanych warzyw jest tylko więcej. Niektórym to nie przeszka, mi bardzo. Siarka też robi się ostra i nieprzyjemna. Przypomina to najgorszej whisky 2021, czyli pamiętnej Bunnahabhain po porto. Na szczęście spalona guma i mocna nuta gorzkiej czekolady ratują sytuację.

Finisz jest lekko nie w moim guście, jednak aż tak nie przeszkadza. Mój największy zarzut to dosyć płaski i przewidywalny smak.

Ocena: 88/100

Dodaj komentarz

Czytam i polecam: DramHunter | Fine Spirits Club