Recenzja: Glenfiddich 1992 Sherry Butt #1709

Glenfiddich 1992 Sherry Butt #1709

Przy wizycie w destylarni bardzo liczyłem na jakiegoś solidnego Glenfiddicha. Co prawda wybrałem próbkę z beczki, więc jest to przyjemność jednorazowa, ale zdecydowanie nie żałuję. Tym bardziej widząć whisky z mojego rocznika i w moim wieku. Miało być urodzinowo, ale nie ma na co czekać.

O samej whisky

Próbka z beczki po sherry numer 1709 została wybrana przez samego Briana Kinsmana – w sumie nikt inny chyba nie powinien nawet tego robić w destylarni. Whisky z rocznika 1992 miała w momencie próbowania 33 lata i wciąż wysoką moc 57.8%. Mam nadzieję, że jest niefiltrowana na zimno i niebarwiona.

Glenfiddich 1992 Sherry Butt #1709

Kolor: rubinowy
Zapach: melasa, słodkie sherry, stara skóra, czekolada, cola, poziomki, drożdżówka, świeży chleb, woda różana
Smak: kwaśny dąb, żurawina, mokry tytoń, palona guma
Finisz: siarka, spalona guma, spalony cierpki dąb, stara skóra, gorzka czekolada, gorzkie pestki wiśni, czerwone owoce

W przypadku whisky 33-letniej nawet na mnie kolor robi wrażenie. Na nosie zaczyna się atakiem wszystkiego co związane z sherry, z czasem wychodzą niuanse typu poziomki, drożdżówka czy świeży chleb. Beczka dominuje, całość wychodzi jednak zdecydowanie na plus. W smaku za to idzie w zdecydowanie bardziej wytrawną i kwaśną stronę. Jedyne zaskoczenie (jak na Glenfiddicha) to odrobina palonej gumy. Mimo mocy tekstura jest średnia, ale bardzo whisky ma mnóstwo smaku i intensywności. Finisz monstrualnie długi, ponownie zaskakuje brudem. Siara i spalona guma na pierwszym planie wprowadzają nas w spalony dąb i typowo sherrowe aromaty.

Niesamowicie głęboka i intensywna whisky. Ma wszystko to co młode sherry bomby bez ich wad, czyli alkoholowości i, często, słabego finiszu. Whisky, która zdecydowanie pokazuje, że nie warto się śpieszyć i nawet taki koncernowy moloch jak Glenfiddich (wciąż) potrafi stworzyć piękne whisky.

Ocena: 92/100

Czytam i polecam: DramHunter | Fine Spirits Club