Recenzja: Bunnahabhain 8YO Gordon & MacPhail B. 2017

Oj długo ta butelka czekała na notkę. Pamiętam, że kupiłem ją bardzo dawno temu, zapewne niedługo po butelkowaniu, nie za bardzo rozumiejąc kto to Gordon & MacPhail, czemu ta butelka wygląda inaczej niż pozostałe Bunnahabhain i co to znaczy heavily peated. W każdym razie wylądowała w koszyku i od dłuższego czasu stoi lekko zapomniana z tyłu barku.

O samej whisky

Do czynienia mamy z mocno torfowym destylatem, czyli zapewne jest to Staoisha, jako, że Moine nie widziałem w niezależnym bottlingu. Whisky butelkowana jest w 43% bez filtracji na zimno ani barwienia.

Kolor: słomkowy
Zapach: słodki torf, cytrusy, glony, kauczuk, pikantny dąb, kokos, siarka
Smak: słodki torf, świeży chleb, słodki dąb, parafina, wanilia
Finisz: pikantny dąb, słodki popiół, wanilia, gorzki dąb, perfumowany

Nos nie zaskakuje i pachnie młodą whisky z Islay. Słodki torf z dużą dawką cytrusów. Jak na Bunnahabhain to niespodziewane słone glony. Potem płynny kauczuk i pikantny dąb. W tle odrobina kokosa i siarki. W smaku podobnie – słodki torf i świeży chleb oraz słodki dąb. Trochę mdłej parafiny i wanilli. Tutaj zdecydowanie brakuje mocy i tekstury, za to słodycz jest przyjemnie subtelna. Na niższej mocy zyskuje za to finisz. Przyjemnie pikantny dąb z dużą dawką słodkiego popiołu i wanilli. Po chwili skręt w gorzki dąb i sztucznie perfumowany aromat.

Łatwo pijany, młody, nieskomplikowany torfiak. Wypić, zapomnieć. I chyba taki był cel.

Ocena: 83/100

Czytam i polecam: DramHunter | MaltVader | Fine Spirits Club