Recenzja: Auchentoshan American Oak

Kończąc czyszczenie regału z wypustów destylarni Auchentoshan pora na najniżej pozycjonowaną, stale obecną w dystkontach, whisky w portoflio gorzelni. W kieliszku Auchentoshan American Oak.

O samej whisky

Auchentoshan American Oak dojrzewał wyłącznie w beczkach po bourbonie pierwszego napełnienia. Ta potrójnie destylowana whisky nie posiada określenia wieku. Butelkowana jest w najniższej dopuszczalnej mocy 40% po filtracji na zimno oraz barwieniu karmelem.

Kolor: słomkowy
Zapach: alkoholowy, cytrusy, gaz ziemny, skórka brzoskwini, zielone jabłka, pulpa mango
Smak: płyta wiórowa, woda kokosowa, zielone jabłka
Finisz: gorzki dąb, alkoholowy

Nos dosyć lotny, ale ogólnie przyjemny, Czuć, że to beczki po bourbonie, chociaż dosyć mało słodko jak na pierwsze zalanie (a może to kwestia tak mocnego rozcieńczenia). Na początku dosyć alkoholwo, potem klasyczne cytrusy. Jakby nutka gazu ziemnego i brzoskwini, ale niezbyt słodkiej. Uczucie cierpkości wzmagają zielone jabłka. Na samym końcu pulpa mango, ale wciąż słodycz na wodzy. Na razie nie jest źle. Przypomina mi trochę rozwodnione whisky z destylarni Bimber. Na języku strasznie pusto. Czuję się jakbym pił rozwodnionego highballa. Jedyne co udaje się wyłapać do płyta wiórowa i odrobina wody kokosowej. Na siłę trochę zielonych jabłek. Finisz w zasadzie nie istnieje, jest tylko gorzkawy posmak dębu i alkoholu.

Pamiętam, że na początku ta whisky dosyć mnie odrzucała. Teraz jest po prostu pusta. Absolutnie nic się nie dzieje. Poziom intensywności jakbym zostawił pusty kieliszek po whisky na noc, a rano zalał go wodą.

Ocena: 76/100