Recenzja: Bruichladdich 2008 #R132210028 Laddie Crew Valinch 49

Sięgam do archiwum i wyciągam sampelka przypominającego mi przedostatnią wyprawę do Szkocji. Tym razem Bruichladdich z serii Valinch, czyli edycja dostępna tylko w destylarnii, zazwyczaj, handfill. Zazwyczaj, ponieważ przez pandemię nie można było nawet wejść do destylarni, a zakupy odbywały się na parkingu przed destylarnią. W każdym razie wizyta na Islay nie byłaby udana bez zakupu Valinchy. Ten konkretny poświęcony jest Murrayowi Campbellowi, ambasadorowi Bruichladdich na Azję.

O samej whisky

Jak to często bywa w Bruichladdich tak i tym razem mamy do czynienia z beczką po francuskim winie pierwszego napełnienia o numerze R132210028. Whisky destylowana w 2008 roku opuściła beczkę w roku 2019, co daje 11 lat. Dało to 61%, oczywiście bez filtracji ani barwienia.

Kolor: ciemnobrązowy
Zapach: ser, tłusta śmietana, truskawki, smar, mentol, słód
Smak: pikantny, truskawki, siarka, guma, śmietana
Finisz: pieprzny, gorzki dąb, siarkowy, Jaegermeister, mentol

Świetny i bardzo intrygujący nos. Pachnie jak ptyś z musem truskawkowym albo cukierki Alpenliebe. Sporo aromatów śmietanowo-mlecznych, które pojawiają się od czasu do czasu w Bruichladdich. Ten lekki owocowy brudek i smar przypominają mi ciut ugładzonego Springbanka 18-letniego. Momentami lekko alkoholowo, czuć te 61%. W smaku powtórka, jednak dochodzi odrobina pieprzności. Trzebia pić powoli aby ją poskromić. Przyjemna, oleista tekstura. Finisz mocno alkoholowo pieprzny z dużą dawką gorzkiego dębu ale też siarki. Ponowanie śmietana i truskawki. Lekkim zaskoczeniem jest mocna ziołowość – poza mentolem pojawia się coś jakby Jaegermeister.

Odrobina wody poprawia odbiór tej whisky, chociaż jej nie otwiera. Dużo lepiej działa kilkanaście minut w kieliszku – pieprzność i alkoholowość lekko się chowa. Wtedy można w końcu się nią cieszyć, a nie walczyć z ostrością.

Ocena: 88/100

Dodaj komentarz

Czytam i polecam: DramHunter | MaltVader | Fine Spirits Club