Wizyta: Ben Nevis

Destylarnia Ben Nevis położona jest w regionie Highland u podnóżna najwyższej góry w Szkocji. Nie jest jednak, jak inne destylarnie z tego regionu, otoczona dziką, górską przyrodą. Zamiast tego leży dosyć blisko centrum całkiem sporego (jak na Szkocję) miasta Fort William. W bliskiej odległości znajduje się centrum handlowe, duży warsztat samochodowy, KFC i stacja benzynowa. Tyle ze Szkockiego romantyzmu. W sumie na marketingowy romantyzm, ani turystów czy klientów, Ben Nevis nigdy się nie silił. Ale o tym potem.

Są też plusy. Takie położenie, pomimo dalekiej odległości od innych punktów zaintersowania na mapie miłośnika whisky, zapewnia sprawny dojazd oraz duży, przemysłowy parking.

Mimo braku zainteresowania turystami, od kilku lat destylarnia posiada Visotor Center. Tutaj zaczynami naszą wizytę. Na wejściu klasyczna recepcja, sporo plakatów o whisky (tylko dlaczego niemieckich?) oraz stary spirit safe.

My wybraliśmy najtańszą opcję zwiedzania, czyli Classic Tour i było to wystarczające. O tym dlaczego, dowiecie się zaraz. Udajemy się więc na produkcję.

Ben Nevis korzysta w kilku odmian jęczmienia, bez preferencji. Są to Crip, legendarny Golden Promise oraz Pearls. Przyjeżdza oczywiście już zesłodowany w trzech transportach po 25 ton tygodniowo, a pochodzi ze wschodniego wybrzeża Szkocji.

Młyn Porteus w Ben Nevis

W stalowym mash tun, przy użyciu 50kg drożdzy browarniczych, powstaje każdorazowo 40 tysięcy litrów zacieru. Fermentuje on przez 38 godzin w jednej z 8 kadzi zaciernych – sześć jest stalowych, a dwie z sosny oregońskiej. Podczas wizyty, potwierdzono informację, że w przeszłości Ben Nevis korzystał z betonowych kadzi.

Hala destylacyjna to dwa ogromne zestawy alembików – 2 wash still i 2 spirit still. Wszystkie podgrzewane za pomocą pary wodnej. Jedna partia (z pojedyńczej kadzi) daje około 20 tysięcy litrów spirytusu.

Do magazynów niestety nie weszliśmy wciąż ze względów sanitarnych, jednak w Ben Nevis znajdują się tradycyjne magazyny dunnage oraz nowocześniejsze paletowe. W sumie jest ich 6 i dojrzewa w nich 80 tysięcy beczek – najstarsza z 1958 roku. W Za to na placu przy destylarni (pamiętacie duży parking?) oglądamy, wąchamy i rozmawiamy o beczkach.

Magazyny ze szczytem Ben Nevis w tle

Większość (60%) produkcji kierowana jest bezpośrednio do Japonii – jeśli nie wiecie to Ben Nevis jest własnośćią koncernu Nikka i stanowi trzon wielu japońskich whisky. Pozostała trafia głównie do beczek drugiego napełnienia z których kupażowane są standardowe edycje. Świeże beczki to głównie wypusty limitowane, takie jak niedawny Cask Strength. Kolejne napełnienia do maturacja z myślą o blendach.

Co do blendów – Ben Nevis produkował w przeszłości też whisky single blend, czyli blend whisky słodowej (malt) i zbożowej (grain), pochodzącej z jednej detylarni. Obecnie kategoria ta w zasadzie nie istnieje, możliwość produkcji whisky tego typu posiada wyłącznie destylarnia Loch Lomond. Mimo tego, Ben Nevis wciąż butelkuje blendy pod marką Nevis Dew (np. Blue Label). W skład tych blendów wchodzi w 40% malt Ben Nevis i w 60% grain, a dokładniej whisky z psznicy, z destylarni Invergordon.

Zwiedzanie kończymy w barze, znajdującym się w tym samym budynku co Visitors Center. Na miejscu okazuje się, że w tym samym tygodniu doszło do rebrandingu i wypuszczenia nowej serii podstawowej wersji 10-letniej oraz nowego NASa Coire Leis. Destylarnia ani się tym nie chwaliła anie nie wystosowała komunikatu prasowego. Dobrze pokazuje to nastawienie.

Wracając do baru, który jest za razem sklepem. Podczas naszej wizyty było na nim 5 pozycji (zazwyczaj jest 6, ale McDonald’s Traditional się skończył). Z czego 3 to blendy. Nasza opcja zwiedzania, czyli Classic Tour, obejmowała tylko malty. Jak widzicie, nie ma więc do czego dopłacać. W sklepie nie uświadczymy też ani edycji distillery exclusive, ani handfilli, ani żadnych limitowanych wydań. Mam nadzieję, że się to jednak wkrótce zmieni, bo widać, że zarząd zaczyna trochę bardziej zauważać potencjał destylarni.

1 Comment

  1. […] wizyty w destylarni powiedziano nam, że do kupażu użyto wyłącznie beczek po bourbonie (Jim Beam oraz Jack […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *