Recenzja: Kilchoman 2010 Bourbon Barrel #320 M&P Cask Collection Club

Czyżby firma M&P pozazdrościła sukcesu Jarkowi Bussowi i jego Tudor House i również wzięła się na selekcję? Dziś w kieliszku single cask Kilchomana otwierający serię M&P Cask Collection Club. Drugim wydaniem w serii będzie, ogłoszone niedawno, Glenallachie.

O samej whisky

Opisywana dziś whisky to 10-letni Kilchoman z pojedyńczej beczki po bourbonie numer 320. Wydestylowany w czerwcu 2010 i zabutelkowany w kwietniu 2021 w mocy 59.1% bez filtracji na zimno i w naturalnej barwie. Słód użyty do produkcji destylatu pochodzi z Port Ellen i został zadymiony do 50PPM.

Kolor: jasnozłoty
Zapach: ser cheddar, przypalone tosty, mentol. mokre siano, marker
Smak: słodkie siano, mentol, cierpki grejpfrut, kwaśny agrest, kwaskowy dąb
Finisz: słodki, popiół, wanilia, plastelina, benzyna

Nos bardzo rolny. Dosyć nietypowy, ale przyjemny. Dużo tłustego cheddara, przypomina trochę przypalone tosty. Potem mentol, wracają rolne klimaty, czyli mokre siano. Na końcu coś, co przypomina zapach permanentnego markera. W smaku głównie słodkie siano i chłodny mentol. Na drugim planie cierpki grejpfrut i kwaśny agrest. Odrobina kwaskowego dębu. Świetna tekstura – tłusto i oleiście. Finisz słodki, sporo wanilii. Do tego zaskakująco wytrawny popiół (mocno przypominający Laphroaiga) i odrobina plasteliny oraz benzyny.

10-letni, a prawie 11-letni, Kilchoman to dosyć stara whisky jak na tę destylarnię. Obawiałem się beczki po bourbonie. W moim odczuciu ta destylarnia znacznie lepiej czuje się w beczkach po winach wzmacnianych (na przykład po sherry Loch Gorm czy po porto Am Burach), niż po klasycznym bourbonie (zeszłoroczna edycja 12-letnia z okazji Feis Ile). Jednak ta edycja to bardzo pozytywne zaskoczenie. Nie aż takie, jak Glenallachie dla M&P, ale wyszło tak samo dobrze. Jeden z lepszych Kilchomanów jakie piłem.

Ocena: 88/100

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *