Recenzja: Hazelburn 13YO

W zeszłym roku było już limitowane wydanie Hazelburna w wieku 13-lat – Oloroso Cask Matured. Tegoroczne wydanie specjalne skręca w ciut nieoczekiwaną stronę.

O samej whisky

Nieoczekiwaną, bo tym razem w kupażu dominują beczki po bourbonie (75%) uzupełnione beczkami po sherry (25%). Szkoda, że nie sam ex-bourbon ale i tak cieszę się na ten kierunek. Butelkowanie klasycznie bez filtracji na zimno ani barwienia. Rozlano 6300 butelek w mocy 48.3%.

Kolor: jasnozłoty
Zapach: białe wino, żelki, zielone jabłka, cytrusy, góździki, mineralność, wosk
Smak: słodki, cytrusy, wosk, liczi, mienralność
Finisz: wosk, mineralność, benzyna, gorzki dąb, lekko pikannty

Nos bardzo zwiewny, jak to z Hazelburnach bywa. Głównie białe wino i żelki. Do tego klasyczne zielone jabłka i cytrusy z nutą pikantności po linii goździków lub imbiru. Na końcu pozytywaine zaskakuje mineralność i odrobina wosku, które kojarzę raczej ze Springbankiem niż Hazelburnem. Mocno wyczuwalna beczak po bourbonie. W smaku słodko i dosyć oleiście jak na Hazelburna. Sporo cytrusów, wosku i liczi. Mineralność mocno zaznaczona, momentami lekko pikantnie, chociaz dobrze wpasowsuje się to w ogólny obraz. Finisz to wosk, mineralność, benzyna. Trochę gorzkiego dębu, momemntami znów pikantnie.

Najbrudniejszy Hazelburn jakiego piłem. A może najlżejszy Springbank? Zasnatawiam się, czy nie zasługuje na punkt więcej, na pół punkta na pewno.

Ocena: 87/100

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *