Recenzja: Nevis Dew Blue Label

Nevis Dew Blue Label to odpowiedź Ben Nevis (a raczej koncernu Nikka) na szał roku 2000. Na początku nazwany Ben Nevis Millenium Blend, co zostało szybko ukrócone przez SWA jako nazwa wprowadzająca konsumenta w błąd – składniki blendu nie pochodzą z wyłącznie z destylarni Ben Nevis. Ciekawostką jest, że w przeszłości w destylarni produkowano również whisky single grain, więc można było znaleźć butelki z kategorii single blend.

Whisky była częścią degustacji organizowanej przez Adama z Polish My Whisky.

O samej whisky

Jak na blend, i to raczej z tej średniej półki cenowej, przystało whisky butelkowana jest w 40%. Nie wiadomo nic o beczkach, na etykiecie nie ma też informacji o barwieniu ani filtracji.

Kolor: słomkowy
Zapach: zboże, alkohol, benzyna, lakier, pestki wiśni, Maggi, spleśniała gruszka
Smak: zboże, skórka pomarańczowa, lakier, gruszka
Finisz: zboże, alkohol, arbuz, gorzki dąb

Dosyć nietypowo, bo bardzo zbożowo. Przebija się sporo alkoholu. Potem odrobina benzyny i lakieru. Ledwo wyczuwalne pestki wiśni (beczka po sherry kolejnego napełnienia?). Na końcu Maggi i jakby spleśniała gruszka. W smaku dalej mocno zbożowo. Jedyne rozpoznawalne aromat to skórka pomarańczowa, lakier i trochę gruszki. Finisz nieskomplikowany, zboże, alkohol, momentami arbuz, odrobina gorzkiego dębu.

Nie jest dobrze. Charakter Ben Nevisa przebija się, ale w całkowitej mieszance aromatów nie dodaje wartości. Nie polecam. Nie wrócę.

Ocena: 74/100

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *