Recenzja: Johnnie Walker Black Label

Chyba nie ma bardziej klasycznego i uznanego blendu niż Johnnie Walker Black Label. Sam Charles MacLean mówi, że jest to jego ulubiona whisky do picia. I w wywiadach, i w książkach. Nie wiem ile w tym prawdy a ile marketingu, ale pozycji na rynku nie można zanegować.

O samej whisky

Tak jak część portfolio Johnnie Walker traci oznaczenia wieku (Gold Label), część niegdy ich oficjalnie nie miała (Red Label), tak Black Label twarto utrzymuje na etykiecie wiek 12 lat. Butelkowany jest w mocy 40% z filtracją na zimno i barwieniem karmelem, ale w tym przedziale cenowym nie powinno to dziwić.

Kolor: złoty
Zapach: gruszki, pieczone jabłka, dym, zboże, dąb, cynamon
Smak: jabłka, zboże, kukurydza, dym, dąb, wosk
Finisz: dębowy, zbożowy, popiół

Zapach bardzo przyjemny. Delikatny, ale całkiem zdecydowany. Gruszki, pieczone jabłka. Dym dosyć mocno zaznaczony. W tle nuta zbożowa, odrobina dębu i cynamonu. Smak dosyć płaski, zbożowy, ciut kukurydziany. Na pierwszym planie czerwone jabłko. W tle dym, odrobina dębu i wosku. Finisz zdecydowanie wytrawny, mocno zbożowy. Poza tym dąb i popiół.

Trochę dużo tego zboża się przebija. Na plus zdecydowanie wyczuwalna dymność. Trzeba spróbować w końcu wydania z lat 70. lub 80. Red Labela też.

Ocena: 79/100

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *