Recenzja: Kilkerran 8YO Cask Strength Batch 5

Destylarnia Glengyle, czyli producent marki Kilkerran nadrabia stracony rok. W końcu dostajemy nowe wydanie długo oczekiwanej 8-latki w mocy beczki. Po rewelacyjnym ostatnim wydaniu z beczek po sherry STR oczekiwania co do nowego wydania są wysokie.

O samej whisky

A to dlatego, że znów mamy do czynienia z beczkami po sherry Oloroso. Tym razem jednak są to beczki pierwszego napełnienia. Jak sama nazwa wskazuje, whisky dojrzewała minimum 8 lat i została zabutelkowana w mocy beczki, w tym przypadku 56.9%. Oczywiście nie ma mowy o filtracji na zimno ani barwieniu karmelem.

Kolor: ciemnozłoty, lekko pomarańczowy
Zapach: brudne sherry, siarka, gotowane jajka, syrop wiśniowy, umami, drewno sosnowe, Jaegermesiter, przypalona konfitura
Smak: lekko pikantny, umami, żelki wiśniowe, stara skóra, brązowy cukier, lukrecja, gorzkie pestki wiśni, daktyle
Finisz: spalone drewno, stara skóra, proch strzelniczy, daktyle, przypalone truskawki, popiół

Nos zaczyna się dosyć wytrawnie brudnym sherry z przyjemnymi nutami siarki oraz gotowanego jajka. Pod spodem jednak czuć odrobinę syropu wiśniowego i sporo mięsnego umami. Ładnie balansuje to sosna, w tym przypadku jednak nie o zapachu leśnym, ale świeżo ciętego drewna. Do tego cały pakiet ziół w klimacie Jaegermeister. W tle odrobina przypalonej konfitury. Sherrowane Campbeltown pełną gębą. Bardzo zachęcająco. Wrażenie ukrytej słodkości na nosie, nasuwająca na myśl słodką niespodziankę w smaku, pozostaje tylko sugestią. Na języku wytrawnie, tłusto i treściwie, jak na 8-latkę. Lekko pikantnie, ponownie sporo umami. Klasyka beczki po sherry w najlepszym wydaniu, przypomina trochę przybrudzonego 18-letniego Glendronacha. Stara skóra, gorzkie pestki wiśnie, w tle odrobina daktyli. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim brązowy cukier i żelki wiśniowe. Miejscami przebija się lukrecja. Finisz również wytrawny. Zaskakująco na pierszym planie spalone drewno. Potem bez zaskoczenia stara skóra, trochę prochu strzelniczego (po nosie miałem nadzieję, że się nie pojawi). Odrobina daktyli, przypalonych truskawek i kończymy długim popiołem.

Jakby smak, a tym bardziej finisz, dorównywał zapachowi byłoby lekką ręką dwa punkty więcej. Niestety jest ciut jednowymiarowo. Brakuje finezji i kalejdoskopu aromatów, obecnych w zapachu. Rekompensuje to jednak faktura. Na szczęście nie jest to typowa, nowoczesna sherry bomba. Destylat dalej ma sporo do powiedzenia.

Ocena: 88/100

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *