Recenzja: Kilchoman Sanaig

Kilchoman Sanaig to druga whisky, która pojawiła się w portfolio tej kraftowej destylarni. Od 2015 roku razem z Machir Bay tworzą jej core range. Obie bez określenia wieku (NAS), chociaż Machir Bay kiedyś takowe posiadał. Nie zmienia to faktu, że Sanaig z rozlewu na rozlew staje się ciemniejszy i bardziej dojrzały.

O samej whisky

Znakomita większość (producent podaje około 70%) beczek wykorzystanych do stworzenia Sanaiga to beczki po sherry, głównie Oloroso. Pozostałe to klasyczne po bourbonie. Słód został zadymiony do 50PPM. Butelkowanie w 46%, jak na manufakturę przystało bez filtracji na zimno i barwienia. W moim kieliszku gości tegoroczny rozlew oznaczony kodem SAN 12:02:20 20/3.

Kolor: ciemna herbata
Zapach: syrop, poziomki, maliny, lukrecja, dym, delikatne sherry
Smak: delikatnei słodki, lekko pikantny, trochę popiołu, nuty czerwonych owoców, siano
Finisz: średniej długości, dymny, lekko kwaskowy, popiół

Nos słodki i trochę lukrecjowy, lekko dymny. Przypomina mi boczek w syropie malinowym. Przez tą słodycz wydaje się lekko sztuczny. Na języku niezbyt oleisty, akceptowalnie pikantny, na szczęście nie ma przesadnej słodkości, którą zapowiadał syropowy nos. Finisz prosty – ponowanie dym, potem zaskakujący lekki kwasek i na koniec subtelny popiół. Profil dosyć prosty, nie jest to żadne objawienie, wszystkie motywy są dobrze znane. Ale wychodzi to bardzo dobrze, z każdym wydaniem ciut lepiej. Udało się zgubić mdły, bimberkowy zapach i posmak obecny w starszych butelkach.

Ocena: 86/100

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *