Recenzja: Laphroaig 10YO

Pamiętam swój pierwszy kontakt z Laphroaigiem. To jeden z tych momentów, które chciałoby się doświadczyć po raz pierwszy raz jeszcze. Nie do końca wiedziałem na co się piszę. Co prawda czytałem w internecie, że to dymny potwór i whisky nie dla każdego, ale miałem już za sobą kilka maltów (żadnego z Islay) i nie miałem świadomości co może się stać.

Po otwarciu butelki odstawiłem ją, ponieważ od razu pomyślałem, że któryś z sąsiadów robi grilla. Ale jak to, w bloku? Bez balkonów? Szukam dalej, może gdzieś leży wędzonka? Nie ma. Chodzę po mieszkaniu i szukam. No nie znajdę. Czas wrócić do butelki i nalać. Siadam żeby się napić i coś tu nie gra. To pachnie jak spalone mięso. Miałem spore opory, żeby w ogóle wziąć łyka. Z 5 minut podchodziłem do kieliszka jak pies do jeża. Ale jak w końcu się udało to była miłość.

Co do samej destylarni, to została założona w 1815 roku przez braci Johnston. Położona jest na południowym brzegu Islay, około 20 minut pieszko od Port Ellen. Donald wykupił udziały brata w 1836, lecz w 1837 utonął w kadzi z gotującymi się resztkami zacieru. Do 1921 destylarnia pozostawała w rękach rodziny Johnstonów. Następnie przeszła w ręce Iana Huntera (powiązanego rodzinnie z Johnstonami), który jest w zasadzie odpowiedzialny za Laphroaig jaki znamy dziś. Nie można pominąć jego następczyni, managerki Laphroaig (również podczas wojny) Bessie Williamson. W latach 60. sprzedała ona destylarnię koncernowi Allied Domecq. Obecnym właścicielem jest Beam Suntory. W 1994 Laphroaig dostaje Royal Warrant (czyli zapewnienie o królewskiej jakośći) od księcia Charlesa.

Laphroaig dalej sam słoduje ok. 20% używanego jęczmienia, torfując go do ~50PPM. Dodatkowo, słód jest wędzony torfem jeszcze przed suszeniem. Sam torf pochodzi zaś z najniżej położonego torfowiska na Islay, co oznacza, że jest to najstarszy torf na wyspie. Podobno to właśnie on zapewnia charakterystyczny smak. 60% produkcji butelkowane jest jako single malt, zaś wszystkie beczki dojrzewają na Islay (co wcale nie jest takie oczywiste, gdyż np. Diageo wysyła większość beczek do centralnego magazynu).

O samej whisky

Laphroaig 10YO to prawdziwy klasyk z Islay. Od momentu kiedy Laphroaig zaczął być butelkowany oficjalnie jako single malt, 10 była w portfolio. Od zawsze w zielonej butelce. Obecnie dostępna wersja to 40% objętości alkoholu i niestety filtracja na zimno oraz barwienie karmelem. Znakomita większość, jeśli nie wszystkie, beczki to ex-bourbon z destylarni Maker’s Mark.

Kolor: bardzo jasny bursztyn
Zapach: dym, pulpa z przejrzałego mango, spalone drewno, stek z grilla, popiół, sos sojowy
Smak: słodki, popiół, stek z grilla
Finisz: popiół, spalone drewno, wędzone mięso

Dużo osób czuje w Laphroaigu nuty medyczne, jodynę. Ja chyba jestem już zbyt obyty z Islay i za dużo Laphroaigów już wypiłem aby to jeszcze wyłapać. Dla mnie mamy tutaj miks zapachów i smaków ogniskowo-grillowych z tropikalnymi owocami. Trochę brak intensywności, ale nadrobimy to przy wersji Cask Strength.

Ocena: 84/100

3 Comments

  1. […] lekkim niedosycie jaki pozostawiła podstawka Laphroaig 10YO dziś pora na wersję w mocy beczki. Pierwsze wydania tej edycji pojawiły się na rynku w roku […]

    Odpowiedz
  2. […] do destylarni Laphroaig. Krótką historię gorzelni możecie przeczytać we wpisie o podstawowej Laphroaig 10. Dziś skupię się za to na kolejnym wydaniu z core range, często określanym jako kolejny krok […]

    Odpowiedz
  3. […] na zimno ani barwiony karmelem. Nie mamy oficjalnej informacji co do użytych beczek. Laphroaig do podstawowej 10 używa jednak beczek po bourbonie, tutaj podobno znajdziemy tez beczki po […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *